Opowieść o mojej żonie #10

Długo nie dzieliliśmy się z Wami wiadomościami, bo byliśmy wykończeni i bywały ciężkie dni, szczególnie na początku roku. Nie pisaliśmy Wam o tym, ale w marcu byliśmy w Polsce kilka dni na badaniach w trzech polskich miastach. Wybaczcie, że się nie odzwywaliśmy. Bardzo chcielibyśmy się ze wszystkimi zobaczyć, ale podróże i spotkania są dla Alicji bardzo meczące. Obawialiśmy się też jak Alicja zniesie lot. Część wyników testów już mamy, na najważniejsze wyniki testów genetycznych czekamy.

Wielu lekarzy niestety potwierdza, że przypadek Alicji jest trudny, ponieważ nakładają się tu symptomy nie jednej, ale wielu chorób. W przypadku Alicji jedna choroba może wywoływać kolejne, dlatego ważne jest, by znaleźć tą główną chorobę. 

Małe podsumowanie najważniejszych kwestii medyczycznych, chociaż wydarzyło się dużo więcej.

  1. Wykonaliśmy dodatkowe testy obrazowe dotyczące niestabilności szyjno- potylicznej. Mamy trzy zupełnie różnie opinie lekarzy. Pierwszą wydał neurochirurg z Hiszpanii, drugą neurochirurg z UK (czekaliśmy na to rok!!), a trzecią neurochirurg z Polski. Raporty dotyczące diagnozy i ewentualnego leczenia są rozbieżne. Otrzymaliśmy kontakty do kolejnych specjalistów i obecnie staramy się uzyskać od nich opinie. 
  2. W Polsce u najmilszej na świecie profesor wykonaliśmy badania genetyczne. Obecnie czekamy na wyniki. 
  3. Alicja miała konsultacje w dwóch niemieckich klinikach (znane szpitale uniwersyteckie) dotyczące dwóch różnych schorzeń. Na podstawie dotychczasowych badań i historii medycznej, zgodnie z pisemną opinią niemieckich lekarzy, staramy się ustalić plan diagnozy i leczenia. 
  4. W przypadku jednej rzadkiej choroby mamy dwie sprzeczne opinie dwóch profesorów. Doradzono nam uzyskanie trzeciej opinii. Szukamy odpowiedniego eksperta.
  5. Ogromną pomoc otrzymaliśmy od innych chorych, którzy nie tylko podzielili się swoimi doświadczeniami i kontaktami do specjalistów, ale też dodali nam sił w tej nierównej walce. Nie wiem, jak Wam dziękować i specjalnie podziękowania dla tych osób, które wspierają moją żonę słowami otuchy, mimo, że nigdy nie miały okazji się spotkać. 

Emigracja nie jest łatwa, choć z naszą pogodą ducha, optymizmem i energią śmiało wyjechaliśmy z Gdańska do Londynu 3 maja 2014 roku. To już 5 lat minęło od czasu opuszczenia Polski. Emigracja to jedno z ciekawszych doświaczeń w naszym życiu. Pozwala zobaczyć wiele spraw z dalszej perspektywy, dowiedzieć się co w życiu jest ważne i rozwija człowieka na wielu poziomach. Może zabrzmi to pompatycznie, ale czuję się bardziej świadomym Polakiem, naszego dziedzictwa, kultury i naprawdę możemy być dumni z Polski. Nie wspominając już pysznego polskiego jedzenia. Na pewno po takim doświadczniu już nigdy nie będziesz taki sam.

Ostatnie dwa lata na emigracji to ciężki czas choroby Alicji. Trudno walczyć z chorobą na emigracji, przyjechałeś tu przecież po coś innego. Brak rodziny najbardziej nam doskwiera. Jak to wszystko pogodzić, szukać, badać a trzeba pracować, aby zapłacić rachunki, nie wspominając już o innych kosztach. 

Teraz, gdy tylko uda się mi wyjść choć na chwilę do pracy, albo pojawiają się propozycje współpracy, dopadają mnie wyrzuty sumienia, a co z Alicją? Trudno to pogodzić i nie wiem jakie jest to jedyne dobre słuszne rozwiązanie. Normalnie jest tak, że gdy ktoś zachoruje, rzucamy wszystko i poświęcamy 100% czasu. Ratujemy ją i wracamy do w miarę takiego samogo życia, pracy, znajomych. A co jeśli choroba trwa latami? Jak to rozwiązać? 

Jednak trzeba sobie radzić w nowych okolicznościach. Swoje plany zweryfikowaliśmy, mamy nowe marzenia i ustaliliśmy, że będę dalej kontynuował swoje działania w social mediach (które w dużej mierze mogę wykonywać online w domu). To nie tylko moja zawodowe życie, ale też pasja, która pozwala zachować „kawałek normalności”. 

Ostatnio wykiełkowała nam pewna myśl, jak to zrobimy dowiecie się już wkrótce. Nie można ciągle robić tych samych rzeczy oczekując innych rezultatów. Przyszedł już czas na radykalne rozwiązania, bo sił coraz mniej, ale my się nie poddamy.

Wam wszystkim dziękuje za wsparcie i zrozumienie, za wiarę i modlitwy, za dodawanie nadziei pokrzepiające wiadomości i za to, że znaleźliście czas, by przeczytać tę historię. 

Menu

Pin It on Pinterest