Opowieść o mojej żonie #1

Kiedy Alicja w zeszłym roku zaczęła się źle czuć, myślałem, że jej to przejdzie. Po każdej chorobie szybko wstawała z łóżka i biegała tak jak, by wcześniej nic jej nie było. Tym razem jednak słabła z tygodnia na tydzień. Nawet jak miała kilka dobrych dni, to potem choroba uderzała jeszcze mocniej. Lekarze nie mogli znaleźć przyczyny, niektórzy sugerowali przemęczenie i stres. Ale znam moją żonę jak nikt inny i wiem, że jest pogodna, silna, pełna energii. Gdyby miała jakiś stres, z którym sobie nie radzi na pewno bym to zauważył, a po drugie w naszym małżeństwie dzielimy się wszystkim i wzajemnie wspieramy. Zawsze jesteśmy dla siebie najlepszą terapią. Dlatego nie wierzyłem, że stoi za tym przepracowanie czy jakieś problemy. 
 
Kiedyś usłyszałem najbardziej absurdalną rzecz od jednego z lekarzy. Porozmawiał z Alicją i powiedział, że przez to, że jest taka empatyczna i skierowana na innych, zachorowała. Miała się nauczyć złościć i miała się nauczyć samolubstwa. Jasne, Alicja.
 
Alicja, jak jej Mama, nie wybucha gniewem. Chociaż jest w gorącej wodzie kąpana, w konfliktach ma naturę łagodną. To coś nad czym pracowała i myślę, że dlatego tak wiele ludzi do niej lgnie. Nie mamy awantur i wielkich kłótni w domu. Sprzeczamy się czasem, ale nie obrażamy. 
 
Wiem, że doradzała wielu koleżankom i pomagała w rodzimych problemach. Ma dobry wpływ na osoby z depresją. Ale na pewno nie jest od tego chora. Ma po prostu takie powołanie. Do służenia ludziom. Musiałem jako mąż to zaakceptować. Przystosować się do jej społecznej misji, do tego, że tak kocha ludzi. Ale czy taki nie jest sens życia? 
 
Przeczytaj też Życie Alicji na krawędzi , o zbiórce dla Alicji na Siepomaga i pozostałe części Opowieści o mojej żonie. Uratujemy Cię Alicjo!
 
Menu

Pin It on Pinterest